Kiedy pierwszy raz wprowadziłam do mieszkania mojego adoptowanego kocura, wystarczył jeden nieostrożny ruch z uchylonym oknem, żeby zrozumieć, jak złudne jest poczucie bezpieczeństwa „bo przecież on nie wychodzi”. Kot zobaczył ptaka, skoczył na parapet… i tylko dlatego, że byłam obok, nic złego się nie stało. Od tamtej pory zabezpieczenie balkonów i okien traktuję tak samo poważnie jak szczepienia czy dobrą karmę.

Koty mają w sobie mieszankę ciekawości, instynktu łowieckiego i braku wyobraźni dotyczącej wysokości. Z mojego doświadczenia – i z opowieści wielu opiekunów oraz lekarzy weterynarii – „kot spadający z balkonu” to nie jest rzadki, pechowy przypadek. To scenariusz, który regularnie przewija się w gabinetach.

Nie mamy dokładnych polskich statystyk takich wypadków, ale znam za dużo historii o złamaniach, urazach wewnętrznych czy ucieczkach, żeby traktować balkon jak „trochę bezpieczniejszy” niż ulica. Niezabezpieczony balkon to dla kota realne ryzyko:

  • upadku z wysokości (nawet z 1–2 piętra, gdzie urazy bywają bardzo poważne),
  • ucieczki i zaginięcia,
  • zaklinowania się między szczeblami lub w szczelinach balustrady.

Do tego dochodzi jeszcze coś, o czym mało kto myśli na początku: niezabezpieczony balkon wpuszcza do mieszkania ptaki, owady, trawy i różne „skarby” niesione przez wiatr. Bardzo często widzę koty z alergiami czy podrażnieniami po zjedzeniu tego, co akurat wpadło na balkon.

Dobrze zabezpieczony balkon to natomiast coś zupełnie innego: miejsce, gdzie kot może obserwować świat, wąchać powietrze, słuchać ptaków, ale bez ryzyka, że nagły impuls skończy się tragedią. Widzę u swoich pacjentów (i u własnych kotów), jak regularny, bezpieczny dostęp do świeżego powietrza obniża poziom stresu, poprawia sen, apetyt i ogólny dobrostan.

Podstawy bezpieczeństwa: co musi „umieć” balkon dla kota

Zacznijmy od fundamentów. Balkon bezpieczny dla kota to taki, z którego nie da się:

  • wypaść,
  • wyskoczyć,
  • przejść na sąsiedni balkon czy dach.

Brzmi brutalnie prosto, ale w praktyce wymaga przemyślenia całej przestrzeni.

U jednej z moich klientek spokojny, „kanapowy” kot nagle odkrył, że przez wąską szczelinę przy barierce może dostać się na sąsiedni balkon. Właścicielka zorientowała się dopiero wtedy, gdy sąsiadka zapukała do drzwi z jej kotem na rękach. To był parter. Gdyby to było 7. piętro – historia mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

Przy projektowaniu zabezpieczenia zwracam uwagę na kilka rzeczy:

  • brak wąskich szczelin w barierkach i przy posadzce (koty potrafią się przeciskać tam, gdzie wydaje się to niemożliwe),
  • odcięcie dostępu do sąsiednich balkonów, rynien, gzymsów – kot nie rozumie pojęcia „granic działki”,
  • ustawienie mebli balkonowych tak, żeby nie tworzyły „drabiny” pozwalającej wdrapać się ponad linię zabezpieczenia.

Do tego dochodzi kwestia przedmiotów na balkonie: doniczki, detergentów, ostrych narzędzi, trujących roślin. Bezpieczeństwo to nie tylko siatka, ale też świadome ograniczenie tego, co kot może przewrócić, zrzucić lub zjeść.

Jaka siatka na balkon dla kota? Materiały, oczka, parametry

Na pierwsze zabezpieczenie mojego balkonu poświęciłam zaskakująco dużo czasu – głównie dlatego, że wersja „zamówię pierwszą lepszą siatkę w internecie” skończyła się rozczarowaniem. Była pięknie przezroczysta, prawie niewidoczna… i po jednym sezonie zaczęła się strzępić.

Polietylen, polipropylen, metal – czym to się różni w praktyce?

Najczęściej polecam siatki z polietylenu (PE) albo polipropylenu (PP). Na papierze wyglądają podobnie, ale w codziennym użytkowaniu różnice są bardzo konkretne:

  • Polietylen (PE) – bardzo odporny na rozciąganie, promieniowanie UV i uszkodzenia mechaniczne. Nie nasiąka wodą, dobrze znosi zmiany temperatur. Świetnie sprawdza się na balkonach mocno nasłonecznionych i wystawionych na wiatr.
  • Polipropylen (PP) – także wytrzymały, ale w warunkach dużej wilgotności ma jedną wadę: potrafi nasiąkać wodą, co w dłuższej perspektywie osłabia strukturę siatki. Na zacienionych, wilgotnych balkonach (np. północna strona, dużo roślin, słaba cyrkulacja powietrza) sięgam po niego ostrożnie.

Bardzo lubię w praktyce tzw. siatki rybackie z polietylenu – są miękkie, przyjemne w dotyku, a jednocześnie świetnie znoszą promieniowanie UV i mocny wiatr. Na wysokich, „przewiewnych” piętrach sprawdzają się dużo lepiej niż delikatne, cienkie siateczki.

Jeśli chodzi o siatki metalowe – technicznie są bardzo trwałe i odporne na gryzienie, ale mają kilka poważnych minusów: mogą rdzewieć, są droższe (zwłaszcza wzmocnione), nagrzewają się na słońcu, a w razie pożaru mogą utrudnić ewakuację przez balkon czy okno, zarówno Tobie, jak i straży pożarnej. To ważny argument, o którym rzadko mówi się wprost.

W ofertach często pojawiają się też transparentne siatki z monofilamentu – wyglądają pięknie, są niemal niewidoczne z daleka. W praktyce jednak ich trwałość i odporność na UV są zdecydowanie niższe niż w przypadku polietylenu czy metalu. U kilku opiekunów takie siatki zaczęły się rozciągać i pękać już po dwóch sezonach.

PRO TIP:
Jeśli masz bardzo wymagającego, aktywnego kota – zamiast od razu iść w ciężką siatkę metalową, często lepszym rozwiązaniem jest siatka polietylenowa wzmocniona drutem. Daje ogromny zapas bezpieczeństwa, a jednocześnie nie koroduje i jest lżejsza.

Rozmiar oczek – nie tylko „żeby się nie przecisnął”

W reklamach często widzisz jedno magiczne hasło: „oczka 40×40 mm – idealne dla kotów”. W praktyce zakres, z którym pracuję, jest nieco szerszy: 19–50 mm, w zależności od:

  • wieku kota (kociaki i drobne rasy lepiej zabezpieczyć gęstszą siatką),
  • temperamentu (koty „akrobatyczne” lubią wciskać głowę tam, gdzie się nie mieści),
  • planowanego sposobu montażu.

Standardowe 40×40 mm sprawdza się u większości dorosłych kotów, pod warunkiem, że siatka jest dobrze napięta. Zbyt duże oczka niosą ryzyko, że kot spróbuje wsadzić głowę i… się zaklinuje. Zbyt małe – utrudniają widok i przewiew, co niektórym kotom się nie podoba.

Kluczowe jest też, żeby siatka miała strukturę węzłową. Dzięki temu nie „rozjeżdża się” przy obciążeniu, a pojedyncze uszkodzenie nie powoduje rozprucia całego panelu.

Dlaczego nie moskitiera?

Bardzo często słyszę: „Mam już w oknie moskitierę, to wystarczy, prawda?”. Niestety – nie.
Standardowe moskitiery:

  • są projektowane pod muchy i komary, a nie 5–7 kilogramów kota,
  • łatwo się rozciągają i wypinają pod naporem,
  • nie są odporne na pazury ani zęby.

Widziałam już niejednego kota, który wyszedł przez „wzmocnioną” moskitierę jak przez papier. Do zabezpieczania okien i drzwi balkonowych używam tej samej klasy siatek, co na balkony – po prostu w innych wymiarach.

Siatka czy metal? Porównanie w skrócie

Żeby zebrać to, co najważniejsze, zostawiam poniżej tabelę, którą często pokazuję opiekunom podczas konsultacji:

Cecha Siatka z polietylenu/polipropylenu Siatka zabezpieczająca metalowa
Odporność na rozciąganie Wysoka Wysoka, ale może rdzewieć
Odporność na promieniowanie UV Tak Zależna od powłoki
Węzłowa struktura Tak Tak
Rozmiar oczek Około 40x40 mm Około 40x40 mm
Odporność na gryzienie i drapanie Wysoka Bardzo wysoka
Cena Przystępna Wyższa, zwłaszcza po wzmocnieniu
Trwałość w warunkach atmosferycznych Bardzo dobra Dobra, ale ryzyko korozji

Z perspektywy opiekuna kotów i kogoś, kto myśli też o scenariuszach awaryjnych (pożar, konieczność szybkiej ewakuacji), siatka polietylenowa wzmocniona drutem to dla mnie najczęściej złoty środek.

Dodatkowy bonus: taka siatka spokojnie sprawdza się nie tylko przy kotach, ale też jako zabezpieczenie tarasów dla psów czy wybiegów dla królików.

Zabezpieczenie balkonu bez siatki – kiedy to ma sens?

Zdarza się, że przychodzą do mnie opiekunowie i mówią wprost: „Nie chcę siatki. Mieszkamy w nowym budynku, wszystko jest przeszklone, chcę, żeby to nadal dobrze wyglądało”.

Rozumiem to. Sama widziałam balkony, gdzie źle dobrana, pożółkła siatka potrafiła zrujnować cały efekt wizualny.

W takich sytuacjach świetnie sprawdzają się:

  • panele z poliwęglanu,
  • płyty plexi,
  • szkło hartowane,
  • wysokie barierki z pleksi.

Są przezroczyste, bardzo wytrzymałe, dobrze chronią przed wiatrem i deszczem. Co ważne – można je często zamontować bez ingerencji w konstrukcję budynku, opierając je na istniejących barierkach czy elementach zadaszenia i mocując systemami zacisków.

U jednego z moich klientów zamontowaliśmy panele z poliwęglanu tylko między barierką a zadaszeniem, bez wiercenia w elewacji. Kot zyskał osłonięty balkon, który świetnie tłumił też hałas ulicy, a administracja nie miała żadnych zastrzeżeń.

Takie rozwiązania:

  • świetnie chronią przed wiatrem (co jest ważne u kotów wrażliwych, np. starszych),
  • ograniczają ilość kurzu i pyłków wlatujących na balkon,
  • działają jak bariera przed ptakami, które lubią siadać na balustradach.

UWAGA:
Nawet przy panelach z poliwęglanu czy plexi warto zabezpieczyć górę balkonu (np. od strony sufitu) – kot naprawdę nie potrzebuje dużej szczeliny, żeby spróbować się wydostać, jeśli zobaczy np. gołębia na krawędzi.

Montaż siatki: inwazyjny, bezinwazyjny i hybrydowy w praktyce

Przy montażu siatki zawsze zaczynam od jednego pytania: „Czy możesz wiercić w ścianach i barierce?”. Od odpowiedzi zależy cała strategia.

Pamiętam młode małżeństwo, które zadzwoniło do mnie w panice po pierwszej rozmowie z administracją: „Powiedziano nam, że żadnych dziur w elewacji, bo inaczej kara”. Balkon na 9. piętrze, kot w typie bengala, czyli żywa sprężyna. Tu naprawdę nie było miejsca na przypadek.

Montaż inwazyjny – gdy masz „swój” balkon

Jeśli mieszkasz we własnościowym mieszkaniu i administracja nie ma nic przeciwko, montaż inwazyjny daje najbardziej stabilne efekty. Polega na:

  • wierceniu otworów co ok. 30–40 cm w ścianach lub konstrukcji balkonu,
  • mocowaniu w nich kotew oczkowych, śrub rzymskich lub specjalnych uchwytów,
  • naciągnięciu przez nie stalowej linki i dopiero do niej przypięciu siatki.

Takie rozwiązanie bardzo dobrze usztywnia całą konstrukcję. W domach jednorodzinnych czy niskich blokach często dodatkowo wplatam drut w siatkę – przy odrobinie cierpliwości da się to zrobić samodzielnie, bez specjalnych narzędzi.

Montaż bezinwazyjny – gdy nie możesz wiercić

W wynajmowanych mieszkaniach czy w budynkach z restrykcyjną wspólnotą w grę wchodzą inne patenty:

  • drążki rozporowe między sufitem a balustradą,
  • zaczepy na mocne kleje montażowe,
  • systemy obejmowane wokół istniejących barierek,
  • stalowa linka napięta między punktami, które już istnieją (np. słupkami) i przeprowadzona przez oczka siatki.

Tu niezwykle istotne są dwie rzeczy:

  1. Temperatura podczas montażu – przy klejach montażowych dobrze jest pracować powyżej 5°C, wtedy wiązanie jest stabilniejsze.
  2. Sprytne wykorzystanie linki stalowej – jeśli przeprowadzisz linkę przez oczka i dociągniesz ją śrubami rzymskimi, nawet bez wiercenia uzyskujesz bardzo sztywną strukturę. Kot nie przeciśnie się, nie „wypchnie” siatki do przodu.

U jednej z rodzin w bloku z zakazem wiercenia zrobiliśmy właśnie taki hybrydowy system: drążki rozporowe po bokach, a między nimi stalowa lina prowadzona przez oczka siatki. Bengal na 10. piętrze do dziś próbuje swoich sił… ale siatka ani drgnie.

Siatka na wymiar i stała kontrola

Zawsze powtarzam: dobra siatka to połowa sukcesu, druga połowa to montaż i kontrola.

Najwygodniej zamówić siatkę od razu na wymiar balkonu – bez docinania, bez kombinowania, jak „dosztukować” brakujące centymetry. Podczas montażu pilnuję:

  • równomiernych odstępów mocowań (wspomniane 30–40 cm),
  • mocnego napięcia siatki,
  • dokładnego zabezpieczenia dolnej krawędzi, bo to tam koty najczęściej szukają „furtki”.

A potem… wchodzi w grę rutyna. Raz na jakiś czas (np. przy myciu okien) dobrze jest po prostu przejść się po balkonie, pomacać mocowania, obejrzeć, czy nic się nie poluzowało.

Podsumowując, przy montażu siatki zwracam uwagę na:

  • dobranie metody montażu (inwazyjny lub bezinwazyjny) do możliwości technicznych i formalnych,
  • wcześniejszą konsultację z administracją budynku,
  • wybór odpowiednich uchwytów i/lub drążków rozporowych,
  • temperaturę i warunki montażu (szczególnie przy klejach),
  • dopasowanie siatki na wymiar i właściwy rozmiar oczek,
  • regularną kontrolę techniczną po montażu.

Dzięki temu balkon naprawdę staje się przestrzenią, o której możesz zapomnieć w kontekście „ciągłego pilnowania”.

Balkon w wynajmowanym mieszkaniu – da się to zrobić dobrze

Jeśli wynajmujesz mieszkanie, bardzo możliwe, że już usłyszałaś od właściciela lub administracji: „Tylko proszę niczego nie wiercić”. Dla wielu opiekunów to brzmi jak wyrok: „Czyli kot nie wyjdzie na balkon”. Niesłusznie.

Mam pod opieką sporo kotów, których balkony są zabezpieczone bez jednej dziury w ścianie. Jak to wygląda w praktyce?

  • Drążki rozporowe między sufitem a balustradą – na nich opieram całą konstrukcję siatki.
  • Zaczepy klejone do balustrady lub futryn drzwi balkonowych – przy użyciu dobrych klejów montażowych (i montażu przy odpowiedniej temperaturze) trzymają bardzo solidnie.
  • Stalowa linka przeciągnięta przez oczka siatki i napięta śrubami rzymskimi – działa jak ruszt, na którym wisi siatka.

Takie systemy można później zdemontować praktycznie bez śladu – co jest ważne zarówno dla właściciela mieszkania, jak i dla Ciebie, jeśli planujesz się kiedyś wyprowadzić.

Osobny temat to drzwi balkonowe. U siebie mam tak zrobione, że nawet przy szeroko otwartych drzwiach koty mogą siedzieć w progu i wąchać powietrze, a ja nie boję się, że któryś po prostu wyskoczy. Pomaga w tym:

  • siatka zamontowana w ramie drzwi (na tym samym poziomie „jakości” co ta balkonowa),
  • ewentualnie lekkie kratki ochronne montowane bez wiercenia.

To rozwiązanie sprawdza się szczególnie latem, kiedy chcesz mieć otwarte drzwi przez większość dnia.

PRO TIP:
Jeśli planujesz negocjacje z administracją lub właścicielem mieszkania, pokaż im konkrety: zdjęcia rozwiązań bezinwazyjnych, ofertę firmy montującej albo szkic, jak to będzie wyglądało. Dużo łatwiej uzyskać zgodę, gdy druga strona widzi, że nie planujesz „zbrojenia twierdzy”, tylko estetyczne, odwracalne zabezpieczenie.

Jak urządzić koci balkon, żeby kot naprawdę z niego korzystał

Bezpieczna siatka to podstawa, ale to jeszcze nie gwarantuje, że balkon stanie się dla kota ulubionym miejscem. Pamiętam kocura, który po zamontowaniu superprofesjonalnej siatki… kompletnie ignorował balkon. Wystarczyło jednak dodać tam dwa poziomy półek i doniczkę z kocimiętką – i nagle trudno go było stamtąd ściągnąć.

Meble, poziomy, kryjówki

Koty kochają wysokość. Na balkonach świetnie sprawdzają się:

  • niewysokie drapaki odporne na wilgoć,
  • półeczki montowane przy ścianie (wewnątrz siatki),
  • stabilne stołki, skrzynie, na których można położyć legowisko.

Chodzi o to, żeby kot miał kilka poziomów obserwacyjnych – coś nisko, coś na wysokości barierki, coś bliżej sufitu (jeśli konstrukcja na to pozwala).

Rośliny – zielone ściany i kocie atrakcje

Rośliny pełnią kilka funkcji naraz:

  • tworzą naturalną osłonę (więcej prywatności),
  • tłumią hałas z zewnątrz,
  • filtrują powietrze,
  • dają kotu nowe zapachy i tekstury do eksploracji.

Bardzo lubię zielone ściany z pnączy, np. bluszczu czy powojników, prowadzone wzdłuż siatki (zostawiam tylko dystans, by liście nie „wpychały” się przez oczka). Oczywiście wybieram rośliny nietoksyczne dla kotów – to absolutny warunek.

Dobrze dobrana roślinność w połączeniu z siatką ma jeszcze jedną zaletę: ogranicza ilość traw, nasion i innych drobnych „śmieci” wnoszonych przez wiatr. A to realnie zmniejsza ryzyko, że kot coś zje i będzie miał potem problem żołądkowy.

Osłony i komfort

Na niektórych balkonach dodatkowo stosuję osłony balkonowe (materiałowe lub z tworzywa), szczególnie przy dolnej części balustrady. Chronią przed:

  • mocnym wiatrem,
  • deszczem zacinającym z boku,
  • spojrzeniami sąsiadów.

I u kotów, i u ludzi komfort naprawdę rośnie.

Efekt uboczny dobrze urządzonego, zabezpieczonego balkonu?
Koty, które spędzają tam codziennie choć kilkanaście minut, zwykle:

  • są spokojniejsze,
  • mniej się nudzą (a więc rzadziej „urządzają demolki” w domu),
  • mają lepszy apetyt i sen.

Siatka to nie tylko balkon – okna, tarasy i inne zwierzęta

Wiele osób zaczyna od balkonu, a dopiero potem orientuje się, że otwarte okno w kuchni czy uchylone okno dachowe to dokładnie to samo ryzyko. Te same typy siatek, których używam na balkonach, świetnie sprawdzają się:

  • w ramach okiennych (zamiast lub obok moskitier),
  • jako zabezpieczenie tarasów na parterze,
  • przy tworzeniu bezpiecznych wybiegów dla królików,
  • jako ogrodzenia „kocich wolier” w ogrodzie.

Dobra siatka polietylenowa ma tę zaletę, że jest miękka i elastyczna, więc nawet jeśli zwierzak się o nią oprze lub z rozpędu wpadnie – minimalizujemy ryzyko urazu.

Siatka bez wiercenia – czy to naprawdę działa?

To pytanie słyszę najczęściej: „Ale tak szczerze – czy siatka bez wiercenia jest naprawdę trwała?”.

Jeśli materiał jest dobry, a montaż przemyślany – tak.

W praktyce:

  • siatki z polietylenu i dobrej klasy polipropylenu bardzo dobrze znoszą rozciąganie, drapanie, gryzienie,
  • nie tracą właściwości pod wpływem słońca czy mrozu (tu PE ma przewagę nad PP w wilgotnym środowisku),
  • przy mocowaniu na drążkach rozporowych i/lub stalowej lince możesz uzyskać naprawdę sztywną, stabilną konstrukcję.

Kluczem jest to, żeby nie „oszczędzać” na jakości samej siatki i akcesoriów montażowych. Najtańsze, cienkie siatki ogrodnicze nie są projektowane pod obciążenie w postaci kota, tylko pod… fasolę i ogórki.

Jaki materiał siatki wybrać? Krótko i po ludzku

Wiele artykułów wymienia nylon, polipropylen, polietylen jednym tchem. W praktyce:

  • Polietylen (PE) – mój numer jeden na większości balkonów. Świetna odporność na UV, wiatr, mróz, nie nasiąka wodą.
  • Polipropylen (PP) – dobry, jeśli masz suchy, przewiewny balkon. W wilgotnym, zacienionym miejscu może z czasem tracić parametry.
  • Nylon – bywa stosowany, ale gorzej znosi długotrwałe wystawienie na UV. Traktuję go raczej jako opcję „na chwilę” lub do zastosowań wewnętrznych.

Do tego dochodzą wzmocnienia drutem – szczególnie dla bardzo aktywnych kotów. W domach jednorodzinnych montowałam już takie konstrukcje z właścicielami „w duecie” – stalowa linka, śruby rzymskie, siatka z wplecionym drutem. Bez specjalistycznych narzędzi, za to z bardzo solidnym efektem.

Czy da się zabezpieczyć balkon bez siatki?

Można. Panele z plexi, szkło hartowane, poliwęglan, wysokie barierki – wszystkie te rozwiązania opisywałam wyżej. Mają swoje plusy:

  • wyglądają bardzo estetycznie,
  • świetnie chronią przed wiatrem i deszczem,
  • są trwałe.

Ale mają też ograniczenia:

  • wymagają zwykle większego budżetu,
  • nie zawsze da się je dopasować do niestandardowych balkonów,
  • nie dają takiej elastyczności jak siatka (np. gdy chcesz zabezpieczyć jednocześnie balkon, okna i drzwi balkonowe).

Dlatego w praktyce siatka pozostaje najpopularniejszym rozwiązaniem – łączy bezpieczeństwo, rozsądną cenę i możliwość dopasowania do niemal każdej sytuacji. Przy dobrze dobranym materiale i porządnym montażu sprawdza się latami.

UWAGA NA „PROWIZORKI”:
Cienkie sznurki, własnoręcznie przeplatane plastikowe taśmy, siatki przeciw liściom z marketów budowlanych – to wszystko wygląda jak zabezpieczenie, ale nim nie jest. Kot, który naprawdę czegoś zapragnie (ptaka, motyla, trawy na dachu), bardzo szybko pokaże, gdzie są słabe punkty.

Na koniec – o czym najłatwiej zapomnieć?

Kiedy siadam z opiekunami i robimy wspólny „przegląd bezpieczeństwa”, najczęściej wychodzą trzy rzeczy:

  1. Drzwi balkonowe – otwierane „tylko na chwilę”, bez żadnego zabezpieczenia, bo „przecież patrzę”. Wystarczy jeden telefon, dzwonek do drzwi, jedno kichnięcie…
  2. Okna uchylne – szczególnie te w kuchni i łazience. Koty potrafią się w nich śmiertelnie zaklinować.
  3. Sąsiednie balkony i parapety – kot, który już raz odkryje, że może „zwiedzać” dalej, bardzo chętnie to powtórzy.

Dobra wiadomość jest taka, że większość z tych problemów da się rozwiązać za pomocą tej samej klasy siatki i podobnych technik montażowych. A efekt uboczny? Spokój. Ten, którego nie widać na zdjęciach, ale czuć, kiedy otwierasz drzwi na balkon i nie musisz zerkać co 10 sekund, gdzie jest kot.

Jeśli po lekturze masz wrażenie, że Twój balkon czy okna „prawie są bezpieczne”, to zwykle oznacza, że jeszcze jest nad czym popracować. I bardzo dobrze – lepiej poprawić coś dziś, niż jutro szukać kota pod blokiem albo w klinice.

Ja swoje balkony zabezpieczyłam raz, porządnie. I za każdym razem, gdy widzę, jak moje kocury śpią na słońcu przy otwartym na oścież oknie, jestem wdzięczna tej dawnej sobie, która poświęciła na to kilka wieczorów.