Sezon kleszczowy, czyli… kiedy on się właściwie kończy?

Jeśli wciąż myślisz o „sezonie kleszczowym” jak o dwóch ciepłych miesiącach w roku, to muszę cię rozczarować. W gabinetach i na forach widzę to samo co roku: pierwsze kleszcze na psach i kotach pojawiają się już przy kilku stopniach powyżej zera. Te pajęczaki budzą się do życia, gdy temperatura przekracza około 5°C – i od tego momentu praktycznie mamy je „w pakiecie” przez większą część roku.

Zdarzało mi się wyciągać kleszcze z karku psa w lutym po słonecznym spacerze po lesie, i w listopadzie po krótkim wyjściu „tylko na siku”. Wilgotna, ciepła jesień czy wczesna wiosna to idealne warunki, by kleszcze znów ruszyły na łowy. Dlatego ja już nie mówię o „sezonie”, tylko o stałej obecności kleszczy w otoczeniu.

To ma bardzo konkretne konsekwencje. Ochrona psa i kota nie może kończyć się razem z wakacjami. Systematyczne stosowanie preparatów i codzienne oglądanie sierści po spacerze to nie jest nadgorliwość, tylko realne zmniejszanie ryzyka chorób odkleszczowych. Co ważne: kleszcze nie odpadają same po „napiciu się krwi”. Na psie czy kocie potrafią wisieć nawet do 11 dni, cały czas mając szansę na przekazanie patogenów. To opiekun musi je znaleźć i usunąć.

Do tego dochodzi jeszcze jeden aspekt, o którym mało się mówi: my – ludzie – jesteśmy dla kleszczy świetnymi taksówkarzami. Wnosimy je na ubraniach, butach, a nasze psy i koty przynoszą je w sierści prosto na kanapę. Kleszcz, który nie zdążył się wbić w czasie spaceru, spokojnie poczeka w mieszkaniu na kolejną okazję.

Choroby odkleszczowe u psów i kotów – co jest naprawdę groźne?

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam kleszcza wbitego w ucho mojego adoptowanego kocura, zareagowałam jak większość opiekunów: strach przed boreliozą, wizje poważnych powikłań, panika. Z czasem, pracując z lekarzami i analizując przypadki, zaczęłam patrzeć na temat chłodniej, ale wciąż z dużym respektem.

U psów rzeczywiście boimy się przede wszystkim dwóch chorób: boreliozy i babeszjozy. Borelioza (choroba z Lyme) może dawać objawy bardzo niespecyficzne: gorączkę, osłabienie, sztywność chodu, bóle stawów, czasem problemy neurologiczne. Babeszjoza z kolei niszczy czerwone krwinki – prowadzi do anemii, żółtaczki, apatii i może w krótkim czasie zagrozić życiu psa, jeśli nie zostanie szybko rozpoznana i leczona.

U kotów sytuacja wygląda inaczej, i tu często koryguję internetowe mity:

  • Borelioza u kotów jest ekstremalnie rzadka. Nawet jeśli kot ma kontakt z bakterią Borrelia burgdorferi, zwykle nie rozwija objawów. Koty wykazują naturalną odporność na tę infekcję.
  • Typowo psia Babesia canis, którą tak boimy się u psów w Polsce, nie zagraża kotom – nasze rodzime kleszcze nie przenoszą tego patogenu na gatunek koci.

To nie znaczy jednak, że koty są „z głowy”. W Polsce najbardziej obawiam się u nich innych chorób:

  • Hemobartoneloza (Mycoplasma haemofelis) – to najczęstsza choroba odkleszczowa kotów w naszym kraju. Może być przenoszona nie tylko przez kleszcze, ale też pchły czy pogryzienia w bójkach. Kot potrafi być długo bezobjawowym nosicielem, a choroba potrafi nawracać przy silnym stresie, innych chorobach czy spadku odporności.
  • Anaplazmoza u kotów bywa wyjątkowo podstępna – daje krótkotrwałą gorączkę, apatię, pogorszenie samopoczucia, a jednocześnie podstawowa morfologia krwi potrafi wyglądać... zupełnie dobrze. To bardzo utrudnia diagnozę, jeśli lekarz nie podejrzewa choroby odkleszczowej.

Do katalogu chorób przenoszonych przez kleszcze (w zależności od regionu i historii podróży) dochodzą jeszcze erlichioza, dirofilarioza czy leiszmanioza. W praktyce, jeśli po kontakcie z kleszczem widzisz u psa lub kota gorączkę, apatię, nagłą niechęć do ruchu, ból przy dotyku, zmianę koloru moczu, bladość dziąseł – to sygnał alarmowy i moment na szybką wizytę u lekarza.

Jak bezpiecznie usunąć kleszcza – bez mitów i kombinowania

Pamiętam opiekunkę, która przyprowadziła kota z kleszczem „utopionym” w maści. „Posmarowałam masłem, tak pisali na forum” – usłyszałam. Kot miał podrażnioną skórę, a kleszcz wciąż siedział, tylko spałowaciały.

Najprostszy, a przy tym najbezpieczniejszy sposób usuwania kleszcza jest mało spektakularny:

  1. Przygotuj narzędzie. Najlepsza jest klasyczna pinceta z cienkimi końcówkami albo specjalny haczyk/„łyżka” do kleszczy z apteki czy sklepu zoologicznego.
  2. Zdezynfekuj skórę przed zabiegiem. To krok, o którym ciągle się zapomina. Ja po prostu przecieram miejsce przyczepienia kleszcza gazikiem z płynem odkażającym.
  3. Chwyć kleszcza jak najbliżej skóry, za „głowę”, a nie za napity odwłok. Chodzi o to, by go nie ścisnąć – wtedy może wydzielić do rany więcej śliny z patogenami.
  4. Wyciągnij zdecydowanym ruchem – delikatnie, ale pewnie. Bez zgniatania, bez smarowania, bez przypalania.
  5. Ponownie zdezynfekuj miejsce ukłucia i obserwuj skórę oraz zachowanie zwierzęcia przez kilka kolejnych dni.

UWAGA: wszystkie domowe patenty typu olej, masło, spirytus na kleszcza – zwiększają ryzyko zakażenia, bo drażniony pasożyt „wymiotuje” zawartość przewodu pokarmowego do rany.

Dobrze też wiedzieć, że:

  • Kleszcz na psie lub kocie nie zarazi cię bezpośrednio. Nie „przeskakuje” z psa na człowieka jak pchła. Ryzyko dla człowieka pojawia się dopiero wtedy, kiedy kleszcz wczepi się w skórę i pozostaje przyczepiony kilkadziesiąt godzin – zwykle mówi się o około 72 godzinach.
  • Im szybciej usuniesz kleszcza, tym mniejsze ryzyko transmisji. Nie jest tak, że zakażenie musi wystąpić „po kilku godzinach” – wiele patogenów potrzebuje czasu, by przedostać się z przewodu pokarmowego kleszcza do krwiobiegu żywiciela.

Kto jest w największym ryzyku? Tryb życia, wiek, rasa

Jeśli miałabym wskazać jedno pytanie, które zawsze zadaję w rozmowie o profilaktyce przeciwkleszczowej, brzmiałoby: „Jak wygląda zwykły dzień twojego psa lub kota?”.

Inaczej zabezpieczam:

  • psa, który codziennie chodzi po lesie,
  • kota wychodzącego, który znika w krzakach na pół dnia,
  • a inaczej 12-letniego kanapowca, który wychodzi tylko na krótki spacer wokół bloku.

Zwierzęta spędzające dużo czasu w zaroślach, lasach, na łąkach są oczywiście najbardziej narażone. Ale nawet pies „tylko osiedlowy” czy kot balkonowy może złapać kleszcza – wystarczy kilka krzaczków przy chodniku czy trawnik pod blokiem.

Istotne są też:

  • Wiek i stan zdrowia. Szczenięta, kocięta oraz zwierzęta starsze, z chorobami przewlekłymi, mają gorszą zdolność radzenia sobie z infekcją. Ta sama choroba u młodego, zdrowego psa i u 13-latka z problemami nerkowymi może mieć zupełnie inny przebieg.
  • Rasa i typ okrywy włosowej. Psy bezwłose są kleszczom „podane na tacy” – nie ma futrzanej bariery, więc zabezpieczenie farmakologiczne i częste oględziny skóry to u nich absolutna podstawa. Przy bardzo długiej, gęstej sierści problem jest odwrotny: kleszcza po prostu łatwiej przeoczyć.

U kotów dochodzi jeszcze ich charakterystyczna wszędobylskość. Koty statystycznie łapią kleszcze częściej niż psy, bo wchodzą w gęste krzaki, zarośla, pod płoty – wszędzie tam, gdzie pies często nawet nie sięga. W gęstej, kociej sierści kleszcza jest trudniej wypatrzyć, a same koty potrafią część pasożytów po prostu… wylizać i połknąć. W Polsce zwykle nie niesie to dodatkowych konsekwencji, ale w krajach egzotycznych, gdzie kleszcze przenoszą inne patogeny, połknięty pasożyt bywa źródłem dodatkowych problemów.

Jaką metodę ochrony wybrać? Przegląd rozwiązań

Przy trzech zwierzakach w domu miałam chyba każdy możliwy scenariusz: psa kochającego jezioro, kota, który dostawał szału od każdej kropli spot-on, i drugiego, który zrywał każdą obrożę po dwóch dniach. Dlatego zawsze podkreślam: nie ma jednej „najlepszej” metody – jest ta najlepiej dobrana do konkretnego zwierzęcia i trybu życia.

Na rynku mamy kilka głównych form ochrony:

  • preparaty spot-on (do nakrapiania),
  • obroże przeciwkleszczowe,
  • tabletki doustne,
  • spraye – jako wsparcie doraźne.

Różnią się czasem działania, wodoodpornością, sposobem aplikacji i tym, czy działają głównie odstraszająco, czy zabójczo dla pasożytów.

Poniżej zestawienie, które często pokazuję opiekunom jako punkt wyjścia do rozmowy:

Metoda ochrony Czas działania Wodoodporność Uwagi dotyczące stosowania Zalety dodatkowe
Preparaty spot-on 4 do 8 tygodni Nie całkowita Unikać kąpieli 3 dni przed i po aplikacji Działa szybko i skutecznie
Obroża Foresto Do 8 miesięcy Tak Wymiana po przekroczeniu 8 kg wagi psa Odstrasza kleszcze, komary, muchy
Tabletki na kleszcze Zależnie od preparatu Nie dotyczy Dobre dla psów szybko rosnących i często kąpanych Nie wymaga pielęgnacji sierści
Spray na kleszcze Krótkotrwała ochrona Nie zawsze Stosować bezpośrednio przed spacerem Odpowiedni na nagłe sytuacje

Przy doborze metody zawsze biorę pod uwagę cztery rzeczy: tryb życia zwierzęcia, jego wagę i wiek, częstotliwość kąpieli oraz historię ewentualnych reakcji skórnych.

Preparaty spot-on – jak z nich mądrze korzystać?

Krople do nakrapiania to jeden z filarów profilaktyki u wielu moich pacjentów. Sama też długo używałam tej metody u swojego charta – wystarczyło kilka ruchów pipetą w okolicy karku, a miałam kilka tygodni względnego spokoju.

Mechanizm działania jest prosty: preparat nakładamy na skórę (najczęściej między łopatkami lub na karku), skąd substancje czynne rozprowadzają się po powierzchni ciała, tworząc barierę dla pasożytów. Ochrona zwykle trwa od 4 do 8 tygodni, w zależności od produktu.

Żeby ta metoda naprawdę działała:

  • Planuję kąpiele. Skóry nie moczę trzy dni przed aplikacją i trzy dni po niej. Zbyt szybkie wykąpanie psa czy kota może znacząco osłabić lub wręcz zlikwidować ochronę.
  • Dobieram preparat do gatunku. To, że dany środek świetnie chroni psy, nie znaczy, że będzie bezpieczny dla kotów. Klasyczny przykład to preparaty z permetryną – skuteczne u psów, toksyczne dla kotów.
  • Zwracam uwagę na dawkę i masę ciała. Za mała dawka będzie mało skuteczna, za duża może nasilić działania niepożądane.

PRO TIP: jeśli masz w domu psa zabezpieczonego preparatem z permetryną (np. Advantix), a obok niego śpi kot – unikaj bliskiego kontaktu tuż po aplikacji i nie pozwól kotu wylizywać miejsca na karku psa.

Obroże przeciwkleszczowe – kiedy sprawdzają się najlepiej?

Obroża Foresto „przeżyła” z moim chartem całe lato nad jeziorem bez utraty skuteczności, mimo codziennych kąpieli. To był moment, kiedy naprawdę doceniłam sens wodoodporności.

Obroże przeciwkleszczowe są bardzo wygodne dla:

  • psów i kotów, które często są kąpane lub pływają,
  • opiekunów ceniących długotrwałą ochronę bez pamiętania o każdej kolejnej aplikacji.

W praktyce zwracam uwagę na kilka rzeczy:

  • Waga zwierzęcia. To nie jest kosmetyczny gadżet, tylko nośnik konkretnej dawki leku. U psa, który przekroczył 8 kg, obrożę trzeba wymienić na wersję przeznaczoną dla większej masy ciała – inaczej ochrona będzie za słaba.
  • Dopasowanie. Obroża nie może być ani za ciasna, ani za luźna. Zostawiam zwykle tyle luzu, żeby swobodnie wsunąć pod nią dwa palce.
  • Kontrola skóry pod obrożą. Zwłaszcza u szczeniąt i kociąt regularnie zaglądam pod obrożę – szukam otarć, zaczerwienienia, łupieżu. Jeżeli coś cię niepokoi, lepiej przerwać stosowanie i skonsultować to z lekarzem.

U wielu psów i kotów dobrze dobrana obroża plus codzienny przegląd sierści to bardzo skuteczny duet.

Tabletki na kleszcze – dla kogo to dobra opcja?

Z tabletek najczęściej korzystam przy psach, które kochają wodę albo u których każda kropla spot-on kończy się intensywnym tarzaniem po dywanie. To także dobry wybór dla zwierząt z wrażliwą skórą, reagującą nasilonym świądem na każdy preparat nakładany miejscowo.

Tabletki działają systemowo: substancja czynna trafia do krwiobiegu, a kleszcz ginie po przyczepieniu się i rozpoczęciu ssania krwi, zanim zdąży przekazać większość patogenów. Wielu opiekunów docenia też to, że taka forma nie brudzi sierści i nie wymaga przerw w kąpielach.

Przy tabletkach zwracam szczególną uwagę na:

  • Dokładną masę ciała – u szybko rosnących szczeniąt dawkę trzeba aktualizować wraz z przyrostem wagi.
  • Stan zdrowia – przy chorobach wątroby czy nerek dobór leku zawsze konsultuję z lekarzem prowadzącym.
  • Akceptację smakową – większość preparatów jest „smakołykowa”, ale zdarzają się psy i koty, które trzeba jednak delikatnie przekonać.

U kotów tabletki bywają świetną alternatywą, kiedy każda próba nałożenia kropli kończy się wojną domową. Wtedy szybkie podanie doustne rozwiązuje problem stresu przy aplikacji.

Spraye na kleszcze – doraźna tarcza

Spraye traktuję jako ochronę doraźną – przydatną, kiedy na co dzień zwierzę ma niższe ryzyko, ale raz na jakiś czas wybieracie się w „kleszczowe zagłębie”: w dzikie łąki, gęsty las, na działkę pełną krzaków.

Przykładowo: masz kota wychodzącego głównie po osiedlu, ale raz na dwa tygodnie zabierasz go do rodziny na wieś. Albo psa, który na co dzień chodzi po mieście, a w weekend jedzie z tobą w Bieszczady. W takich sytuacjach:

  • spryskuję sierść (szczególnie okolice pyska, uszu, karku, pach, pachwin),
  • pilnuję, żeby preparat nie dostał się do oczu i pyska,
  • zawsze czytam etykietę pod kątem gatunku – nie każdy spray, który można zastosować u psa, będzie bezpieczny dla kota.

Spray nie zastąpi solidnej, całorocznej profilaktyki u psów i kotów mocno narażonych na kleszcze, ale jest świetnym uzupełnieniem na „wypady specjalne”.

Codzienna profilaktyka: co robię u własnych zwierzaków

Najbardziej niedoceniany element ochrony? Zwykłe, codzienne oglądanie i czesanie. Przy moich kocurach i charycie to po prostu część wieczornego rytuału.

Kiedy wracamy ze spaceru czy wypuszczam kota z ogródka, robię trzy rzeczy:

  1. Dokładnie wyczesuję sierść. Zwłaszcza u długowłosych psów i kotów to świetna okazja, by wyłapać kleszcza, który dopiero szuka sobie miejsca do wbicia.
  2. Sprawdzam tzw. miejsca newralgiczne: okolice pyska, uszu, szyję, pachy, pachwiny, brzuch i przestrzenie między palcami.
  3. Przyglądam się zachowaniu. Jeśli pies, który zwykle jest chętny do zabawy, nagle staje się apatyczny, albo kot zaczyna się chować, a do tego kilka dni wcześniej usunęłam kleszcza – w mojej głowie zapala się lampka.

Codzienne wyczesywanie i kontrola sierści naprawdę robi ogromną różnicę. Szybko wyłapany kleszcz to znacznie mniejsze ryzyko zakażenia.

I jeszcze jedna ważna rzecz: dbanie o otoczenie. Regularne koszenie trawy, usuwanie stert liści, gałęzi i „dzikich” zakątków w miejscach, gdzie pies i kot lubią odpoczywać, realnie zmniejsza liczbę kleszczy w ich bezpośrednim środowisku.

Gdzie kleszcze wbijają się najchętniej?

Gdy pokazuję opiekunom, gdzie najczęściej znajduję kleszcze na badaniu, wielu z nich łapie się za głowę: „Przecież ja tam prawie nigdy nie zaglądam!”.

U psów i kotów najczęściej widzę kleszcze:

  • w okolicy pyska i głowy – zwierzę wtyka nos w trawy i krzaki, a kleszcze tylko na to czekają,
  • na szyi i karku – skóra jest tam cieńsza, a futro często gęste, co utrudnia zauważenie pasożyta,
  • na brzuchu – szczególnie u psów i kotów z krótszą sierścią na dolnej części ciała,
  • przy nasadzie ogona i na samym ogonie, który cały czas omiata roślinność,
  • na łapach i między palcami, które mają bezpośredni kontakt z podłożem.

U kotów z długą sierścią kleszcz potrafi „ukryć się” dosłownie pod palcem – dopiero bardzo dokładne rozgarnianie futra ujawnia małą, twardą grudkę.

Z mojej perspektywy dobra profilaktyka to nie tylko preparaty, ale i wyrobienie w sobie nawyku szybkiego „skanowania” tych miejsc po każdym spacerze czy wyjściu kota w teren.

Koty a kleszcze – także te niewychodzące

„Mój kot jest niewychodzący, więc kleszcze nas nie dotyczą” – słyszę to regularnie. A potem okazuje się, że w domu jest też pies, który wychodzi na trawnik przed blokiem, albo opiekun wrócił z działki i odłożył kurtkę na fotelu, na którym kot śpi najchętniej.

W rzeczywistości:

  • koty łapią kleszcze częściej niż psy, bo są bardziej wszędobylskie i wchodzą głębiej w krzewy, gęstą trawę, pod ogrodzenia,
  • kleszcz, który wszedł do domu na ubraniu człowieka lub w sierści psa, może spokojnie poczekać, aż przejdzie obok niego kot – nawet taki, który nigdy nie wychodzi na dwór.

Do tego dochodzi koci zwyczaj intensywnego wylizywania sierści. Część kleszczy jest po prostu wylizywana i połykana, co w naszych warunkach zwykle kończy się „bez historii”, ale w egzotycznych krajach, gdzie kleszcze przenoszą inne patogeny, połknięcie pasożyta może już stanowić ryzyko.

Dlatego także u kotów niewychodzących:

  • stosuję dedykowane im preparaty (spot-on, tabletki, obroże – w zależności od możliwości i charakteru kota),
  • regularnie sprawdzam sierść, zwłaszcza jeśli w domu jest pies,
  • rozmawiam z opiekunem o „ludzkim transporcie kleszczy” – wnoszeniu ich na ubraniach i butach.

To szczególnie istotne w domach, w których mieszkają osoby z obniżoną odpornością, dzieci czy seniorzy – im mniej kleszczy w mieszkaniu, tym lepiej dla wszystkich.

Jak długo trwa sezon kleszczowy i o czym pamiętać przy wyjazdach?

Formalnie mówi się często, że sezon kleszczowy trwa od marca do października. W praktyce – przy coraz łagodniejszych zimach – kleszcze potrafią być aktywne znacznie dłużej, wszędzie tam, gdzie temperatura utrzymuje się powyżej około 5°C. Dlatego profilaktykę planuję na cały rok, a nie tylko „na lato”.

Jeśli chodzi o metody ochrony, podsumowałabym to tak:

  • Preparaty spot-on: dobra baza, jeśli zwierzę nie kąpie się zbyt często i dobrze toleruje krople na skórze. Pamiętam o zachowaniu odstępu od kąpieli (3 dni przed i po).
  • Tabletki doustne: szczególnie wygodne przy psach kąpanych często, pływających i szybko rosnących szczeniętach.
  • Obroże przeciwkleszczowe: długotrwała, wygodna ochrona dla wielu psów i kotów – pod warunkiem doboru odpowiedniej wersji wagowej i regularnej kontroli dopasowania.
  • Spraye: świetny „dodatkowy parasol” na wycieczki w miejsca o podwyższonym ryzyku.

Przy wyjazdach zagranicznych zawsze proszę opiekunów, żeby skonsultowali się z lekarzem przed podróżą. W różnych krajach występują inne gatunki kleszczy i inne choroby (np. leiszmanioza w rejonie basenu Morza Śródziemnego), więc czasem trzeba sięgnąć po preparaty o szerszym spektrum lub zmodyfikować schemat ochrony.

Mini FAQ – najczęstsze pytania, które słyszę od opiekunów

Jak długo trwa sezon kleszczowy?
Przy obecnym klimacie zakładam, że kleszcze mogą być aktywne przez większą część roku – praktycznie od wczesnej wiosny do późnej jesieni, z okresem największej aktywności między marcem a październikiem. Każdorazowo patrzę jednak na temperaturę, a nie na kalendarz.

Jakie metody ochrony są najskuteczniejsze u psów i kotów?
Nie ma jednej „złotej”. W praktyce najlepiej sprawdzają się preparaty przeciwkleszczowe stosowane systematycznie: krople spot-on, obroże, tabletki doustne, a jako uzupełnienie spraye przed wyjściem w trudny teren. Kluczem jest dobór do konkretnego zwierzęcia, jego trybu życia i stanu zdrowia.

Czy kot niewychodzący też potrzebuje ochrony?
Tak. Koty mieszkające wyłącznie w domu również mogą mieć kontakt z kleszczami – przyniesionymi na ubraniach ludzi lub w sierści psów. Dlatego także u nich stosuję dostosowaną do kota profilaktykę i uczę opiekunów regularnego sprawdzania sierści.

Jeśli po przeczytaniu tego tekstu masz w głowie konkretnego psa czy kota i zastanawiasz się, co wybrać właśnie dla niego – zacznij od przyjrzenia się jego trybowi życia i wspólnej rozmowy z lekarzem prowadzącym. Dobrze dobrana profilaktyka naprawdę oszczędza zwierzęciu cierpienia, a tobie – wielu nerwów.