Dieta BARF dla początkujących – od teorii do miski

Kiedy kilkanaście lat temu pierwszy raz wróciłam z mięsnym łupem „dla kota, ale na surowo”, pani w sklepie tylko uniosła brwi. W domu koty oszalały z radości, a ja… z przerażenia, czy na pewno robię to dobrze. Jeśli masz podobne wątpliwości – jesteś w dobrym miejscu.

Dieta BARF (Biologically Appropriate Raw Food, czyli biologicznie odpowiednia surowa żywność) to próba odtworzenia tego, co pies i kot zjadłyby, gdyby nie mieszkały z nami na kanapie. Surowe mięso, kości, podroby, trochę warzyw i mądrze dobrane suplementy – zamiast wysokoprzetworzonej karmy z długą etykietą.

Nie jest to jednak „moda z internetu”, tylko system żywienia, który wymaga wiedzy, planu i odrobiny logistyki. W zamian potrafi bardzo wyraźnie poprawić zdrowie, zachowanie i komfort życia zwierzęcia. Poniżej pokazuję, jak zrobić to bezpiecznie i bez paniki – krok po kroku, z perspektywy opiekunki trzech zwierzaków i dietetyczki klinicznej.

Czym jest BARF – w praktyce, a nie w teorii

W dużym skrócie: BARF to żywienie oparte na surowych, minimalnie przetworzonych składnikach, ułożonych tak, by przypominały „całą zdobycz”: mięśnie, kości, narządy, treść przewodu pokarmowego (u nas zastępowaną warzywami), plus to, czego zwierzę nie zje w mieszkaniu – sierść, pióra, zawartość żołądka ofiary. Te elementy odwzorowujemy suplementami.

Pies czy kot na BARF-ie dostaje więc:

  • mięso mięśniowe jako bazę energii i białka,
  • kości lub ich zamiennik jako źródło wapnia i minerałów,
  • podroby jako „naturalne multiwitaminę”,
  • niewielki dodatek warzyw (i u psów niekiedy owoców),
  • oraz indywidualnie dobraną suplementację.

To wszystko ma być możliwie surowe i świeże. I tu ważny niuans: problemy przy BARF-ie nie biorą się z samego „surowego mięsa”, tylko ze złego bilansowania, złej jakości produktów lub braku higieny. Dokładnie tak, jak u ludzi.

Proporcje BARF dla psa i kota – jak to naprawdę wygląda

Na początku wielu opiekunów próbuje znaleźć „jedyną słuszną tabelkę”. W praktyce istnieje kilka szkół bilansowania, które mieszczą się w podobnym zakresie. Żeby pokazać różnice między psem a kotem, zestawiam je w jednej tabeli:

Element diety Pies (procentowo) Kot (procentowo)
Mięso i kości 80% 90–95% (70–75% mięso, 20% podroby)
Warzywa i owoce 10% Maksymalnie 5%
Suplementy i dodatki 10% Olej rybny, jaja, algi morskie, suplementy
Liczba posiłków dziennie 1–2 5–6
Przykładowy posiłek 150 g mięsa + jajko + suplementy 90–95% mięsa i podrobów + dodatki
Czas przygotowania miesięcznie Około 2-3 godziny Podobnie
Wprowadzenie diety Mięso i podroby 3 razy w tygodniu Podobne zalecenia

Dla psów często przyjmuję praktyczny zakres: 60–75% mięsa mięśniowego, do 15% kości, ok. 10% podrobów i ok. 10% warzyw oraz dodatków. Koty jako ścisli mięsożercy potrzebują aż 90–95% mięsa i podrobów, a warzywa traktuję jedynie symbolicznie – głównie jako wsparcie jelit.

Jedna z moich klientek zaczynała od obsesyjnego liczenia każdego grama. Po miesiącu, kiedy już „poczuła” te proporcje, cała tygodniowa produkcja zajmowała jej 15 minut – dokładnie tyle, ile napisali ludzie na forach, którym wcześniej nie do końca wierzyła.

Składniki BARF – co naprawdę ląduje w misce

Mięso mięśniowe

To fundament. Sięgam po wołowinę, indyka, kurczaka, królika, jagnięcinę, czasem kaczkę czy gęś. Im większa rotacja gatunków, tym lepiej pokryte zapotrzebowanie na różne aminokwasy i mikroelementy.

⚠ UWAGA: w BARF-ie absolutnie odcinam wieprzowinę i dziczyznę z dzika. To nie jest „ostrożność na wyrost”, tylko kwestia wirusa Aujeszky’ego (tzw. rzekomej wścieklizny). Dla psa czy kota zakażenie oznacza śmierć, a wirus ginie dopiero przy obróbce cieplnej. Surowa wieprzowina i dzik po prostu wypadają z menu.

Kości – ale tylko odpowiednie

Kości dostarczają wapnia, fosforu i innych minerałów, a przy okazji „robią robotę” dla zębów i psychiki – gryzienie uspokaja, wycisza, daje psu i kotu poczucie „prawdziwej zdobyczy”.

W praktyce najczęściej podaję:

  • szyje kacze i indycze,
  • skrzydła kurze,
  • żeberka,
  • tuszki królicze.

One są na tyle mięsne i stosunkowo miękkie, że większość zwierząt radzi sobie z nimi bezpiecznie.

⚠ UWAGA: bezpieczne są kości surowe, mięsne i odpowiednio dobrane do wielkości zwierzęcia. Gotowane, pieczone czy z grilla stają się kruche, łamią się w ostre drzazgi i to one odpowiadają za dramatyczne przypadki perforacji jelit czy przełyku, które znam z gabinetów weterynaryjnych. Podobnie z cienkimi, łamliwymi kośćmi (np. gołębie skrzydełka dla dużego psa) – tu też łatwo o problemy.

Jeśli z jakiegoś powodu nie podajesz kości, wapń trzeba uzupełnić w inny sposób – o tym za chwilę przy suplementach.

Podroby – naturalna multiwitamina, ale z głową

Nerki, wątroba, płuca, śledziona – to nie „odpady”, tylko bardzo skoncentrowane źródło witamin i mikroelementów. Wątroba to kopalnia witaminy A, D i witamin z grupy B; śledziona i nerki dostarczają żelaza, enzymów i szeregu pierwiastków śladowych.

I tu dochodzimy do jednego z częstszych błędów początkujących: nadmiaru wątroby. Kiedyś pracowałam z psem, który „na BARF-ie” dostał potężne przedawkowanie witaminy A – sztywność stawów, ból przy dotyku, zaburzenia chodu. Problemem nie było „surowe mięso”, tylko kompletnie rozjechane proporcje, z wątrobą jako dominującym elementem miski. Po przywróceniu rozsądnego udziału podrobów i skorygowaniu suplementacji, objawy zaczęły ustępować.

Takie historie świetnie pokazują, że BARF jest bezpieczny pod warunkiem zachowania rozsądnych ilości podrobów i regularnej kontroli stanu zdrowia.

Warzywa i owoce – nie tylko błonnik

Psy i koty nie są królikami, więc warzywa i owoce stanowią tylko dodatek, ale bardzo użyteczny. Po pierwsze – to źródło błonnika, witamin i antyoksydantów. Po drugie – w praktyce działają jak łagodny probiotyk.

Rozdrobnione warzywa (np. lekko sfermentowana mieszanka z dyni, marchewki, zielonych warzyw) wnoszą do jelit naturalną florę bakteryjną, która ogranicza rozwój szkodliwych bakterii. Ten efekt zauważam zwłaszcza u psów z tendencją do biegunek i wzdęć – po kilku tygodniach z sensownie ułożoną porcją warzyw ich brzuchy stają się znacznie spokojniejsze.

Warzywa zawsze podaję dobrze rozdrobnione lub zmiksowane – tylko wtedy pies czy kot ma realną szansę je strawić.

Suplementy – to, czego nie widać, a robi ogromną różnicę

W surowej diecie nie wszystko da się odtworzyć samymi „częściami zwierzęcia”. W naturze pies czy kot zjadałyby także sierść, pióra, zawartość żołądka zdobyczy, błoto z kałuż czy całe drobne ryby – w domu to się po prostu nie wydarzy. Stąd rola suplementów.

W mojej codziennej pracy najczęściej używam:

  • alg morskich jako źródła jodu – w naturze tę rolę pełni m.in. sierść i zawartość żołądka ofiary, w miskach zastępują je drobno mielone algi,
  • olejów rybnych (źródło kwasów omega‑3) i towarzyszącej im witaminy E, która „chroni” te tłuszcze przed utlenieniem,
  • drożdży browarniczych jako naturalnego wsparcia mikrobiomu i źródła witamin z grupy B,
  • wapnia z alg lub skorupek jaj, jeśli w danej diecie nie ma kości,
  • u kotów – dodatkowej tauryny, zwłaszcza przy mięsie ubogim w ten aminokwas.

Do tego dochodzi witamina D3, niezwykle ważna dla gospodarki wapniowo‑fosforanowej i odporności. Jej poziom trudno ocenić „na oko”, dlatego przy dietach stricte domowych zachęcam opiekunów do badań kontrolnych.

⚡ PRO TIP: przy BARF-ie świetnie sprawdza się zasada „najpierw krew, potem łyżeczka”. Zamiast zgadywać, czego może brakować, lepiej co 3 miesiące (szczególnie na początku) zrobić podstawowe badania krwi. Na forach często pojawia się rada „profil barfowy co kwartał” – z mojej perspektywy to bardzo rozsądna praktyka, przynajmniej w pierwszym roku.

Suplementacja musi być indywidualna. Mięso z hodowlanego kurczaka ma inny profil składników niż dziczyzna (pomijając Aujeszky’ego), więc „uniwersalne zestawy” traktuję jako punkt startu, a nie świętego Graala.

Korzyści i ryzyka BARF-u – bez pudrowania rzeczywistości

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie widzę u zwierząt przechodzących na dobrze ułożony BARF, jest sierść: bardziej błyszcząca, gęstsza, mniej łupieżu. Druga to kupa – mniejsza, bardziej zbita, o mniej intensywnym zapachu. Trzecia, o której rzadko się mówi: zachowanie.

U kilku lękowych psów, z którymi pracowałam behawioralnie, po kilku tygodniach na sensownie zbilansowanym BARF-ie zauważyłam wyraźne wyciszenie, lepszą zdolność skupienia. To nie magia, tylko biologia – poprawa mikrobiomu jelitowego i stanu jamy ustnej zwiększa produkcję serotoniny, tzw. hormonu szczęścia. Badania w tym temacie dopiero raczkują, ale to, co widzę w praktyce, bardzo dobrze się z tym pokrywa.

Są też korzyści bardzo „przyziemne”: znika konieczność rozpracowywania skomplikowanych etykiet, wielu opiekunów przestaje krążyć między kolejnymi „hipoalergicznymi karmami”, bo objawy alergii ustępują. Regularne wizyty u weterynarza zaczynają dotyczyć głównie szczepień i badań kontrolnych.

Ale nie ma róży bez kolców.

Bakterie i bezpieczeństwo mikrobiologiczne

Surowe mięso zawsze będzie niosło w sobie potencjalne bakterie i pasożyty. Psy i koty mają krótki przewód pokarmowy, bardzo kwaśny sok żołądkowy i naturalnie radzą sobie z bakteriami o wiele lepiej niż my – dlatego nie widzę sensu „wyparzania” wszystkiego, co trafi do miski.

Ryzyko rośnie natomiast tam, gdzie zawodzi jakość, przechowywanie i higiena w kuchni. Rozmrażanie na blacie przez kilka godzin, ponowne zamrażanie, pozostawianie resztek w misce na cały dzień – to prosta droga do problemów, także u ludzi mieszkających ze zwierzęciem.

Ryzyko błędów w bilansowaniu

Drugim dużym obszarem zagrożeń są błędy w proporcjach składników: za dużo kości, za mało podrobów, brak suplementacji, nadmiar wątroby. To one prowadzą do zaparć, biegunek, niedoborów, a nawet zatrucia witaminą A, o którym pisałam wyżej.

Dlatego BARF bez kalkulatora, bez stanowczości w ważeniu i bez badań kontrolnych traktuję jak prowadzenie auta bez świateł – czasem się uda, ale ryzyko jest zupełnie niepotrzebne.

Dla kogo BARF jest, a dla kogo nie?

Pytanie, które słyszę bardzo często: „Czy BARF nadaje się dla każdego psa i kota?”. Odpowiedź brzmi: dla większości – tak, ale nie dla wszystkich i nie zawsze.

Świetnie radzą sobie na nim:

  • zdrowe, dorosłe psy i koty,
  • zwierzęta aktywne, sportowe,
  • wielu alergików (po mądrze przeprowadzonym okresie diagnostycznym),
  • zwierzęta z nadwagą – przy dobrze wyliczonych ilościach.

Z większą ostrożnością podchodzę do:

  • zwierząt starszych z chorobami przewlekłymi (tu wszystko układam z lekarzem prowadzącym),
  • psów i kotów po poważnych zabiegach, w trakcie terapii onkologicznej.

I bardzo wyraźnie podkreślam coś, co wynika zarówno z literatury, jak i praktyki lekarskiej:

⚠ UWAGA: BARF nie jest dietą „dla zabawy” u szczeniąt i kociąt w intensywnej fazie wzrostu, jeśli nie mamy naprawdę solidnego przygotowania. Błędy w proporcjach wapnia, fosforu i energii w tym okresie kończą się często nieodwracalnymi zmianami kostnymi, deformacjami i realnym cierpieniem zwierzęcia. W gabinecie widziałam kilka takich przypadków – wszystkie łączyła jedna rzecz: surowa dieta układana „na oko”.

Dorosłe psy ras dużych i olbrzymich wymagają z kolei bardzo przemyślanego bilansowania kości i suplementacji, bo ich układ kostny jest szczególnie narażony na skutki błędów żywieniowych.

Jak zacząć BARF – spokojnie, krok po kroku

Pamiętam jednego charta, mojego obecnego seniora. Jego pierwszy posiłek BARF-owy zjadł… podejrzliwie, z miną mówiącą „co to za pomyłka kuchni?”. Dopiero po trzecim razie włączył mu się instynkt „łowcy”.

Przejście na BARF dobrze jest poukładać w głowie zanim kupisz pierwsze mięso. Plan wygląda zwykle tak:

  1. Krótka przerwa między karmami
    Po ostatnim posiłku z karmy gotowej odczekuję zwykle 12–16 godzin. Daje to przewodowi pokarmowemu czas, by „uporządkował” dotychczasowy posiłek, zanim pojawi się inny typ jedzenia.

  2. Poziom I – mięso i podroby
    Zaczynam od najprostszej wersji: mięso mięśniowe plus podroby, podawane 2–3 razy w tygodniu zamiast dotychczasowego jedzenia. Reszta posiłków nadal opiera się na starej karmie. To etap adaptacji.

  3. Poziom II – mieszanki zbilansowane
    Dopiero kiedy widzę, że zwierzę dobrze reaguje na surowe mięso (brak biegunek, stabilny apetyt, normalny stolec), przechodzę do w pełni zbilansowanych mieszanek BARF-owych ze stałym udziałem kości, warzyw i suplementów.

Można też zastosować wariant łagodniejszy: przez 7–14 dni mieszać surowe składniki z dotychczasową karmą i stopniowo zwiększać udział części surowej. Sprawdza się to zwłaszcza u bardzo wrażliwych jelitowo zwierząt.

Zawsze przed startem omawiam plan z lekarzem weterynarii znającym zwierzę, a przy chorobach przewlekłych — również z lekarzem dietetykiem. To bardzo ułatwia późniejsze decyzje.

Poziom I – pierwsze dni z surowym jedzeniem

Ten etap w praktyce często bywa testem… dla opiekuna, nie dla zwierzęcia. Pies czy kot najczęściej radzą sobie świetnie, to my nerwowo analizujemy każdą kupę.

W Poziomie I:

  • mięso i podroby pojawiają się 2–3 razy w tygodniu,
  • nie ma jeszcze kości, warzyw czy rozbudowanej suplementacji,
  • obserwuję reakcje: apetyt, zachowanie, kał, ewentualne gazy.

Jeśli pies czy kot na początku kręci nosem, korzystam z prostych trików: lekko ogrzewam mięso do temperatury pokojowej, dodaję odrobinę dobrze znanego, lubianego składnika (np. odrobinę jajka). U większości zwierząt opór znika po 1–2 podejściach.

Największym błędem na tym etapie jest chęć przyspieszenia. Kiedyś opiekunka jednego z moich kocich pacjentów, zachwycona pierwszymi sukcesami, w tydzień przeszła od „zero BARF-u” do „100% miski surowej” z kośćmi. Skończyło się zatwardzeniem i ogromnym stresem. Po powrocie do spokojnego, rozłożonego w czasie schematu wszystko się unormowało.

Poziom II – pełne zbilansowanie i rola kalkulatora

Kiedy zwierzę dobrze znosi podstawowe składniki, wchodzimy w Poziom II, czyli etap, w którym BARF przestaje być „dodatkiem”, a staje się główną albo jedyną dietą.

Tu:

  • wprowadzam odpowiednią ilość kości (lub zamienników wapnia),
  • porządkuję udział podrobów,
  • dodaję przemyślaną porcję warzyw (u kotów minimalnie),
  • układam suplementację „pod konkretną miskę”.

W praktyce korzystam z kalkulatorów BARF – czy to w formie arkuszy, czy aplikacji. Nie po to, żeby zamienić karmienie w inżynierię rakietową, tylko po to, by mieć pewność, że ilość wapnia, fosforu, tłuszczu i energii mieści się w bezpiecznych normach.

Regularnie też zlecam badania kontrolne. Krew nie kłamie – pokaże, czy poziom żelaza, białek, enzymów wątrobowych i nerkowych jest w porządku, zanim pojawią się objawy kliniczne.

Narzędzia i wsparcie – nie musisz być z tym sama/sam

Jedna z rzeczy, którą uwielbiam w społeczności „barfującej”, to ogromna chęć dzielenia się doświadczeniem. Fora i grupy internetowe bywają oczywiście pełne różnych „szkół”, ale dla początkujących to kopalnia praktycznych rozwiązań: od przepisów, przez zdjęcia porcji, po realne historie błędów i ich konsekwencji.

Bardzo często proponuję na start:

  • skorzystanie z gotowych mieszanek BARF od sprawdzonych producentów – jako „kółek treningowych”, zanim wejdziesz w samodzielne liczenie,
  • konsultację z dietetykiem zwierzęcym, który przeprowadzi przez pierwsze miesiące,
  • korzystanie z kalkulatora i notatnika – zapisywanie, co było w misce i jak zareagowało na to zwierzę.

Z czasem większość opiekunów nabiera takiej wprawy, że cała tygodniowa „produkacja” to naprawdę moment.

⚡ PRO TIP: świetnie działa system „niedziela barfowa” – raz w tygodniu siadam z wagą kuchenną, mięsem i pojemnikami, odmierzam porcje na 7 dni, opisuję je markerem i wkładam do zamrażarki. Przy dobrze opanowanym schemacie całość zamyka się naprawdę w ok. 15 minut tygodniowo.

Wyposażenie i przechowywanie – kuchnia pod BARF

Nie potrzebujesz masarni w piwnicy. Wystarczy kilka sensownych rzeczy:

  • ostry nóż i solidna deska do krojenia, najlepiej wydzielona tylko do mięsa,
  • blender czy malakser do warzyw i ewentualnych papek dla maluchów albo zwierząt po zabiegach,
  • waga kuchenna do mięsa i warzyw oraz mała waga jubilerska do suplementów (tu naprawdę liczą się 0,1 g),
  • porządne pojemniki do mrożenia albo woreczki strunowe opisane datą i składem.

Porcje mrożę od razu po przygotowaniu. Potem rozmrażam je w lodówce – najczęściej wieczorem wyjmuję porcję na następny dzień. Tę rozmrożoną podaję w ciągu 24 godzin i nie zamrażam ponownie.

Higiena to druga połowa sukcesu: myję ręce, deskę, nóż, nie zostawiam mięsa w temperaturze pokojowej na długie godziny. U mnie w domu zasada „mięso dla kotów = takie samo traktowanie jak mięso dla ludzi” sprawdza się bez zarzutu.

Jak karmić BARF-em na co dzień – ilość i rytm posiłków

Dzienna ilość jedzenia w BARF-ie nie jest sztywna – to pewien zakres, który dopasowuję do konkretnego zwierzęcia. Biorę pod uwagę:

  • wagę aktualną i docelową,
  • wiek,
  • poziom aktywności,
  • rasę i tendencje (np. do tycia).

Z początku bardziej patrzę na ciało niż na miskę. Jeśli żebra zaczynają się gubić pod warstwą tłuszczyku – zmniejszam rację. Jeśli kości sterczą jak wieszak – zwiększam.

Koty

Koty najlepiej funkcjonują na 5–6 małych posiłkach dziennie. To odzwierciedla ich naturalny tryb: w naturze polują na małe ofiary co jakiś czas, a nie zjadają jedną ogromną antylopę dziennie.

W praktyce porcję dzienną przygotowuję jako jedną mieszankę i dzielę na kilka małych miseczek lub podajników, niekiedy korzystam z karmników automatycznych.

Psy

Psy najczęściej dostają 1–2 posiłki na dobę. Przykładowo:

  • rano: ok. 150 g wołowiny + jajko + suplementy,
  • wieczorem: np. 250 g łososia z warzywami i odpowiednimi dodatkami.

Zimą i jesienią, zwłaszcza u psów dużo przebywających na dworze, dodaję tłustsze mięsa lub łój. To bardzo niedoceniany element – podobnie jak u dzikich zwierząt, warstwa tłuszczu działa jak naturalna izolacja. Zbyt chuda dieta w mrozie to częsty powód wychudzenia i podatności na infekcje u aktywnych psów.

BARF a zdrowie – co i jak obserwować

Przy BARF-ie obowiązuje prosta zasada: miska to tylko połowa historii, druga połowa dzieje się w organizmie. Dlatego tak mocno podkreślam rolę obserwacji.

Na co patrzę na co dzień:

  • waga ciała – raz na 2–3 tygodnie ważę psa czy kota (u kotów czasem wystarczy regularne ważenie się z i bez kota na wadze łazienkowej),
  • apetyt – nagła niechęć do jedzenia albo przeciwnie, wilczy głód mogą sygnalizować problem,
  • kał – konsystencja, kolor, zapach, obecność śluzu, krwi; bardzo twarde białe stolce zwykle mówią „za dużo kości”, luźne – „coś tu się nie dogadało”,
  • sierść i skóra – matowość, wypadanie, świąd, łupież,
  • zachowanie – apatia, nadmierne pobudzenie, niepokój.

Do tego dochodzą regularne badania okresowe u lekarza weterynarii: morfologia, biochemia (wątroba, nerki), często też badanie kału. Przy dobrze ułożonym BARF-ie wyniki są zwykle bardzo ładne, a wszelkie odchylenia wychwycimy na tyle wcześnie, że można je spokojnie skorygować dietą.

Bezpieczeństwo mięsa i bakterii – jak to jest z tym „surowym”?

Często słyszę: „Ale jak to, surowe mięso, przecież tam są bakterie!”. Są. Tak samo jak w tatara czy carpaccio, które jadamy my. Różnica polega na tym, że:

  • psy i koty mają krótszy przewód pokarmowy,
  • ich żołądek jest znacznie bardziej kwaśny,
  • flora bakteryjna jest biologicznie przystosowana do kontaktu z bakteriami z surowej zdobyczy.

Dlatego zdrowy pies czy kot przy poprawnie przygotowanej diecie znosi bakterie z surowego mięsa zwykle dużo lepiej niż człowiek. Kluczowy jest jednak bilans i higiena: dobre źródło mięsa, odpowiednie mrożenie i rozmrażanie, czysta kuchnia.

Najczęstsze mity i pytania – krótko i konkretnie

Czym właściwie jest dieta BARF i na czym polega?
To sposób żywienia psów i kotów oparty na surowych, naturalnych składnikach: mięsie, kościach, podrobach, niewielkiej ilości warzyw i owoców oraz przemyślanych suplementach. Celem jest możliwie wierne odtworzenie naturalnej diety drapieżnika, ale z użyciem współczesnej wiedzy dietetycznej.

Jakie są prawidłowe proporcje składników?
W różnych źródłach spotkasz nieco różne schematy. Dla psów typowo mieścimy się w przedziale 70–80% mięsa i kości łącznie, 10–15% warzyw i owoców oraz 5–10% dodatków (podroby, oleje, suplementy). U kotów zwykle 90–95% to mięso i podroby, maksymalnie 5% warzyw i bardzo uważnie dobrane suplementy. Konkretne liczby ustawiam zawsze pod konkretne zwierzę i jego wyniki badań.

Jak w praktyce przejść na BARF bez szkody dla zwierzęcia?
Zamiast rewolucji w jeden dzień, lepiej przeprowadzić spokojną adaptację: po ostatnim posiłku z karmy gotowej zrobić 12–16‑godzinną przerwę, wprowadzić mięso i podroby kilka razy w tygodniu (Poziom I), obserwować organizm, a dopiero potem przejść na pełne, zbilansowane mieszanki z kośćmi, warzywami i suplementami (Poziom II). Alternatywnie, przez 7–14 dni można stopniowo zwiększać udział części surowej w dotychczasowych posiłkach. Kluczowe jest, by reagować na to, co mówi nam ciało psa lub kota – przez zachowanie, kupę, apetyt i wyniki badań.

Dobrze ułożony BARF nie jest ani magią, ani religią. To po prostu narzędzie – bardzo skuteczne, jeśli używamy go świadomie. Jeśli czujesz, że ten sposób żywienia jest dla Ciebie i Twojego zwierzęcia, zrób to mądrze: z wiedzą, cierpliwością i wsparciem specjalistów. A wtedy miska stanie się czymś więcej niż tylko „kolejną porcją karmy” – stanie się realnym wsparciem zdrowia i jakości życia Twojego psa czy kota.